Tytuł
zaczepny i głupkowaty. Przemyślenia i opinie na temat.
Temat
: "Czy artyści mogą nie spać". Tekst Joanny Zielińskiej (wrzucony poniżej)
do wystawy traktuję jako "wytrych" do wystawy rozumienia i
interpretacji. Wynika z niego, że do czynienia mamy z próbą
przypomnienia postaci Krzysztofa Niemczyka. Przypomnienie nie ma być
biograficzne, ale bardziej od strony mitu artysty, kolażu wspomnień
o charyzmatycznej postaci. Fajne. Takie założenie wzbudziło moje
zainteresowanie. Dodatkowo na plakacie mamy Niemczyka i tytuł
bezpośrednio do "My nie śpimy".
Okazuje
się jednak, że nie jest tak, że wystawa traktuje o postaci i
zagadnieniu pamięci.
Jako
(jak wskazuje tekst Joanny Zielińskiej) anty-biograficzne wspomnienie Niemczyka i
pytanie o sens historycznej rekostrukcji:
Mamy
zdjęcia Niemczyka – wiadomo.
Publikacje
pozwalające na zbudowanie kontekstu historycznego (trochę?) -
jasne i fajne.
Mamy
realizację Oskara Dawickiego "Kamień i piórko". (w
skrócie: Warpechowski odtwarza performance, który nigdy nie istniał
poza wyobraźnią Dawickiego. W pamięci Dawickiego dwa oddzielne
performance zlały się w jeden). Realizacja pasuje do myśli
przewodniej i sama rozpatruje kwestię pamięci, jej błędów i tego
co z nich wynika.
Mamy
"Plecak Wielkiego Wędrowca" Kantora. W rozmowie (już po
wernisażu) dowiedziałem się o anegdocie: Kantora prawdopodobnie
zainsipirował tu Niemczyk (spotkał go na krakowskim rynku, Niemczyk
miał wielki plecak w całości wypełniony browarami).
Smieszna
historia, codzienna.
Nie
ma o tym słowa w tekście do wystawy ani w obrębie ekspozycji!
Dlaczego?! Dlaczego jedyny aspekt łączący ten plecak z Niemczykiem
zostaje pominięty?! Czy nie chodzi właśnie o kwestię, że owa
anegdota może być jak u Dawickiego i Warpechowskiego zupełnie
sfabrykowana przez środowisko? Czy nie to miało być "mięchem"
tej wystawy? Okazuje się, że nie.
Swoją
drogą Kantor ma tu podobno stanowić postać "wielkiego
nieobecnego". Na zasadzie przypomnienia sytuacji z "My nie
śpimy" (Kantor był inicjatorem, nie brał udziału). I ten
plecak do tego starcza. Nie tłumaczy tego film dokumentalny o
Kantorze wyświetlany na jednej ze ścian. Że Kantor z dokumentem, a
Niemczyk poszlakowo? Nie będę szukał sensów na siłę i tam gdzie
ich nie ma (wyjdę na pajaca jak okaże się, że taki był zamysł.
Nie pierwszy raz i nie ostatni).
v
v
Gdybym
był czytelnikiem to w tym momencie zacząłbym się nudzić, więc
będę kontynuował.
v
v
v
Powiedzmy,
że rozumiem zamysł z umieszczeniem w obrębie wystawy "Future
Days" Agnieszki Polskiej. Zadaję sobie jednak pytanie czy było
to potrzebne?
Spytam:
O co chodzi z Witkacym? Cytuję z tekstu do wystawy:
"Zamiłowanie
Niemczyka do portretowania się i wcielania w różne role puentuje
prezentacja obrazu autorstwa Stanisława Witkiewicza, wypożyczonego
ze zbiorów Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. Z Witkacym
łączy Niemczyka także jego jedyna powieść, Kurtyzana i pisklęta,
którą wielu określało mianem witkacowskiej."
Czy
to są powody, żeby dokładać tam OBRAZ autorstwa Witkacego (na
siłę można by zdjęcia)?
Wystawa
jest wypakowana wątkami, trudna do ogarnięcia w opisie. Nawet próba
jej opisu tutaj dla was skazana jest trochę na porażkę (chyba, że
chcecie 5 stron o tym. Nie? - Tak myślałem).
Wielowątkowość
jest ok jeśli jej sens jest możliwy dla odbiorcy do odczytania.
Pewien
dyrektor galerii, w której miała miejsce wystawa :] moje marudzenie
("za dużo tu wątków" ) odparł argumentem.
Argument:
Wystawa traktuje o czasie (1969) i miejscu (Zielona Gora), o objawach
zmian w sztuce w latach 60-tych i wielowątkowość w takim ujęciu
jest na miejscu (nie jest to cytat – żeby była jasność).
Rozumiem
i nie podzielam. Jeśli zaznaczyć jasno, że skupiamy się na
zwrocie performatywnym, a nie na Niemczyku – wtedy tak.
Wrażenie
jest takie, że żadnemu z tych wątków poruszonych wystawa nie robi
dobrze. Nie robi dobrze Niemczykowi. Nie robi dobrze akcji "My
nie śpimy". Nie robi dobrze mnie. I ten brak dobrze musiałem
sobie zrekompensować tekstem.
Proponuje
nową kategorię, w którą się wpisuję: krytyka rozrywkowa (bo
mam radochę pisząc to). Obligatoryjna buźka -> :)
