23.02.2014

Płytko o filmach mówionych i zainteresowaniu.

29.01
Zanim na temat, to: Dla tych, co płakali, że poprzedni tekst jest "rwany" – macie rację, jest. I TEN TEŻ BĘDZIE!

W filmie numer 3 ulubiony fragment to pan woźny (08'25" – 08'35" – "titititi"+ animacja ruchu ręki - mistrzowstwo świata w animacji ruchu ręki). Jako całość najcieplejsze odczucia mam do filmu numer 5. Używanie za każdym razem innej techniki animacyjnej tym bardziej zwraca uwagę na łączący je komentarz autora (łączący nie na zasadzie spójnej historii - łączący na zasadzie: mówi ten sam gość). To – co - mówi jest tak samo ważne – jak – mówi.

Zerknąłem na tekst Grzegorza Kozłowskiego (na magazynszum.pl jest) Rzeczywiście jest tak jak on pisze – jakaś forma bezsilności wobec wytworów Bąkowskiego. I nie mówię tu o bezsilności krytyków sztuki, a o bezsilności swojej. Filmy mówione łykam w całości i nie mam nic do dodania poza głupawym: "podoba mi się" / "nie podoba mi się". Z jednej strony chcę wierzyć, że to objaw dobrego wytworu – nic nie można ODJĄĆ. To jest niemoc w odniesieniu do zagadnień warsztatowych, technicznych ("wykonania"). W warstwie interpretacyjnej już tej niemocy nie mam.
Oglądając/czytając wypowiedzi Bąkowskiego: on ma interpretacje wynikające ze świadomości swojego działania. Jednoczneśnie nie przeszkadzają mu interpretacje odmienne.
Kozłowski:

Konsekwencją tej schizofrenicznej sytuacji jest wstrzemięźliwość krytyki. Jakby bała się pomylić. Więcej jest wywiadów z artystą niż krytycznych tekstów o jego sztuce.

Jakiej pomyłki mogła by bać się krytyka? Pomyłki interpretacji? Podobno nie ma czegoś takiego. Zastanawia mnie ta sytuacja. Czy nie jest tak, że frakcja krytyki mając do czynienia z gościem świadomym swojego działania i potrafiącego przedstawić spójną "odpowiedź" trochę mięknie?

Bliska jest mi dwutorowość postrzegania i komunikatu Bąkowskiego, a którą dobrze opisuje Kozłowski w szumowym artykule. Bliska, bo nie przepadam za nadinterpretacjią, zbyt głęboką analizą.
Zderzenie siły zmysłowego, prostego postrzegania z intelektualnymi konstrukcjami jest tym co mnie jara. TO JEST TROCHĘ LAURKA – tym sposobem dołączyłem do grona krytyków niekrytykujących Bąkowskiego.

24.02.14
Wracam do inwalidy jakim jest powyższy tekst by dodać mu protezę:

Myślałem długo i namiętnie skąd wzięła się moja niemoc w trakcie jego pisania: To nie jest niemoc. To co z uporem nazwałem nieumiejętnością odniesienia się do tematu wcale nią nie jest.

Zamiast powielać G. Kozłowskiego w analizach prac:

Wyraziłem powierzchowne zdanie na temat prac Bąkowskiego. 
Na ten moment od samych produktów bardziej zainteresowany jestem witrynami.  obligatoryjna buźka internetowa-> :)

-michał