29.01
Zanim
na temat, to: Dla tych, co płakali, że poprzedni tekst jest "rwany"
– macie rację, jest. I TEN TEŻ BĘDZIE!
W
filmie numer 3 ulubiony fragment to pan woźny (08'25" –
08'35" – "titititi"+ animacja ruchu ręki -
mistrzowstwo świata w animacji ruchu ręki). Jako całość
najcieplejsze odczucia mam do filmu numer 5. Używanie za każdym
razem innej techniki animacyjnej tym bardziej zwraca uwagę na
łączący je komentarz autora (łączący nie na zasadzie spójnej
historii - łączący na zasadzie: mówi ten sam gość). To – co -
mówi jest tak samo ważne – jak – mówi.
Zerknąłem na tekst Grzegorza Kozłowskiego (na magazynszum.pl jest) Rzeczywiście
jest tak jak on pisze – jakaś forma bezsilności wobec wytworów
Bąkowskiego. I nie mówię tu o bezsilności krytyków sztuki, a o
bezsilności swojej. Filmy mówione łykam w całości i nie mam nic
do dodania poza głupawym: "podoba mi się" / "nie
podoba mi się". Z jednej strony chcę wierzyć, że to objaw
dobrego wytworu – nic nie można ODJĄĆ. To jest niemoc w
odniesieniu do zagadnień warsztatowych, technicznych ("wykonania").
W warstwie interpretacyjnej już tej niemocy nie mam.
Oglądając/czytając
wypowiedzi Bąkowskiego: on ma interpretacje
wynikające ze świadomości swojego działania. Jednoczneśnie nie przeszkadzają mu
interpretacje odmienne.
Kozłowski:
Konsekwencją tej
schizofrenicznej sytuacji jest wstrzemięźliwość krytyki. Jakby
bała się pomylić. Więcej jest wywiadów z artystą niż
krytycznych tekstów o jego sztuce.
Jakiej
pomyłki mogła by bać się krytyka? Pomyłki interpretacji? Podobno
nie ma czegoś takiego. Zastanawia mnie ta sytuacja. Czy nie jest
tak, że frakcja krytyki mając do czynienia z gościem świadomym
swojego działania i potrafiącego przedstawić spójną "odpowiedź"
trochę mięknie?
Bliska
jest mi dwutorowość postrzegania i komunikatu Bąkowskiego, a którą
dobrze opisuje Kozłowski w szumowym artykule. Bliska, bo nie
przepadam za nadinterpretacjią, zbyt głęboką analizą.
Zderzenie
siły zmysłowego, prostego postrzegania z intelektualnymi
konstrukcjami jest tym co mnie jara. TO JEST TROCHĘ LAURKA – tym
sposobem dołączyłem do grona krytyków niekrytykujących
Bąkowskiego.
24.02.14
Wracam
do inwalidy jakim jest powyższy tekst by dodać mu protezę:
Myślałem
długo i namiętnie skąd wzięła się moja niemoc w trakcie jego
pisania: To nie jest niemoc. To co z uporem nazwałem
nieumiejętnością odniesienia się do tematu wcale nią nie jest.
Zamiast
powielać G. Kozłowskiego w analizach prac:
Wyraziłem powierzchowne zdanie na temat
prac Bąkowskiego.
Na ten moment od samych produktów bardziej zainteresowany jestem witrynami. obligatoryjna buźka internetowa-> :)
Na ten moment od samych produktów bardziej zainteresowany jestem witrynami. obligatoryjna buźka internetowa-> :)
-michał